sobota, 20 października 2012

baba i polowanie na sikorki



Kilka dni temu  dostrzegłam na balkonie nasze zaprzyjaźnione sikorki. Przybyły się „przywitać”, skacząc po sznurkach i zaglądając do okien. Znak, że zima coraz bliżej…

Sikorki pojawiały się codziennie, mniej więcej o podobnej porze. Jedna zawisała zawsze do góry nogami na elewacji nad drzwiami balkonowymi i w tej pozie zerkała do mieszkania, druga upodobała sobie wrzosy w doniczkach, które podskubywała, nie zwracając uwagi na otoczenie. Trzecia skakała sobie po balustradzie balkonu, sprawdzając jej wytrzymałość na „nacisk”;):)

Wyprawiały te harce, rozbawiając mnie swoimi pozami, dlatego postanowiłam zrobić im jakieś zdjęcia. Przygotowałam sobie dzisiaj aparat, nastawiłam „czujność” i… nic. To znaczy, niezupełnie nic, bo znów się pojawiły, ale jakoś tak „przelotowo”. Zerknęły, zerknęły i pofrunęły. I tak się skończyło moje dzisiejsze „polowanie” na sikorki… jestem niepocieszona;):)

 (post pierwotnie opublikowany na Babie na wozie)

4 komentarze:

  1. 27 października 2012 na 16:29 (ze Złożonego parasola)

    Takie czasy. Nawet sikorki chcą być medialne. Poleciały do fryzjera i kosmetyczki. Jak wrócą to cały dzień będą się chciały fotografować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 29 października 2012 na 16:21 (ze Złożonego parasola)

      Te moje to chyba mają na odwrót. Stwierdziłam, że mają radar w d… i wyczuwają, kiedy przynoszę aparat. Jak go nie mam przy sobie, to zwisają do woli:):)

      Usuń
    2. 29 października 2012 na 19:19 (ze Złożonego parasola)

      To może zmień aparat na taki starszy, co jak się naciskało migawkę, trzeba było wołać: uwaga wyleci ptaszek! pewnie boją się nowoczesnych sprzętów, wyglądajacych jak aparaty do rentgena.

      Usuń
    3. 29 października 2012 na 20:32 (ze Złożonego parasola)

      Myślałam raczej o kamuflażu- wysmaruję sobie twarz na czarno, zarzucę na siebie parę liści i może się nie zorientują, że na nie czyham;):)

      Usuń