poniedziałek, 29 października 2012

baba i spektakl taneczny "Minus 2"



 Wczoraj zadzwoniła do mnie M. – czy chcesz iść z nami na spektakl taneczny? - spytała. Chciałam. Takie spontaniczne przedsięwzięcia kulturalne inspirują mnie, babę, do doznań estetyczno-racjonalnych. Nawet jeżeli pech popchnie nas na „mieliznę” chały, można potem powiedzieć, „ale to była szmira”… Na ogół jednak jest raczej pozytywnie i można z czystym sumieniem stwierdzić: podobało mi się:)

I to właśnie mogę powiedzieć o wczorajszym spektaklu „Minus 2” wystawionego przez Polski Teatr Tańca z Poznania. Był to muzyczno-taneczny kolaż wyrwanych z kontekstu fragmentów przedstawień izraelskiego choreografa m.in. Batsheva Dance Company, Ohada Naharina, z którym poznańskiemu zespołowi udało się nawiązać współpracę po dwudziestu latach „nagabywań”. Jako totalny laik w dziedzinie teatrów tańca mogę powiedzieć, że nazwisko Naharin nie wywołuje u mnie dreszczu podniecenia ani innych form pobudzenia wegetatywnego, ale sądząc po reakcjach znawców, osobnik ten jest znany i bardzo ceniony w branży.

Spektakl jako całość podobał mi się, jednak jego poszczególne części nie były dla mnie równe sobie pod względem „inspiracyjnym”. Zakładam bowiem, że teatr tańca, z naciskiem na teatr, powinien coś przekazywać. Niestety, niektóre z fragmentów były dla mnie dość nużące i puste semantycznie. Ratowało je jedynie to, że medytacja buddyjska nie jest mi obca i potraktowałam je w tej kategorii:) Jako medytację w ruchu:) Wówczas pozwalałam po prostu myślom odpływać i poddawałam się powtarzającym się sekwencjom ruchu i dźwięku. A może o to choreografowi chodziło?;):)

Dwie z części były dla mnie wyjątkowe: scena z krzesłami i scena z wiadrem. Tu dostrzegłam genialne wykorzystanie symboliki i treść nieustępującą formie. Pozostałe fragmenty wciągały mnie tanecznie i od strony estetycznej, w różnym stopniu dając do myślenia.

Nie mogę też nie wspomnieć o scenie z udziałem publiczności. Widać było, że większość „wybrańców” dobrze się bawi, a takie działanie na pewno sprawiło, że taniec stał się uniwersalną mową, łączącą bez względu na płeć, wiek czy stopień zaawansowania tanecznego. Patrzyłam wtedy na scenę, a mój szeroki uśmiech na pewno wyrażał mój stan ducha:) Co więcej, spektakl minął a pozytywny stan ducha pozostał.

(post pierwotnie opublikowany na Babie na wozie)

4 komentarze:

  1. 2012/10/29 21:44:40 (z Baby na wozie)

    stan ducha ważny jest... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2012/10/30 11:29:47 (z Baby na wozie)

      Jak najbardziej:)

      Usuń
  2. 29 października 2012 na 19:16 (ze Złożonego parasola)

    Jak czasami w czwartki żona wyciąga mnie do Bristolu na potańcówki, to też mam spektakl taneczny. Ale tam jest pełna improwizacja, i nie ma światowej sławy choreografa.
    U nas w MDK był ostatnio jakiś festiwal tańca. Zdziwiła mnie ilość zaparkowanych aut. Prawie tyle samo, co na żużlu. Znaczy, ktoś to ogląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 29 października 2012 na 20:33 (ze Złożonego parasola)

      Właśnie w MDK byliśmy. I jednym z tych samochodów przyjechaliśmy:)

      Usuń