poniedziałek, 12 listopada 2012

...do łowiecek koniecny jest pies...


Jak sie hoduje łowiecki to do łowiecek koniecny jest pies. Najlepiej wyszkolony. Bo jak nie, bo jak dusi łowiecki, to ino go za zad i adieu;) Byle dalej od czworonożnych przeżuwaczy.
Znajomi hodują łowiecki. I mają też psa. Bo się im jeden ostał. Mieli ich dwa, ale że się spiknęły i do spółki zaczęły grasować zbójecko, pozostawiając po sobie jedynie truchła, oddali najpierw jednego.
Psy te są bardzo przytulaśne i lgną do ludzi, ale na widok mniejszych od siebie zwierząt jakiś dziki zew im się we krwi odzywa i „zwampirzają” się. Oddali więc znajomi jednego. A potem oddali drugiego. Ale wrócił. Nie sam. Przywieziono go…
Siedzi teraz w kącie i nie rusza się z przerażenia. Czemuż to? Bo ci ludzie, którzy mieli go „adoptować” mają już dwa takiej samej rasy psy jak on. Niestety, nie przypadł im do gustu. Próbowały go przydusić w kojcu. Stąd to przerażenie. I pomyśleć jak fortuna kołem się toczy… dusił wilk razy kilka, przydusili i wilka (a że wilk to berneński pies pasterski, nic to…).






(post opublikowany pierwotnie na blogu Baba na wozie)

2 komentarze:

  1. 2012/11/12 17:34:04 (z Baby na wozie)

    piękny pies...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2012/11/12 21:05:42 (z Baby na wozie)

      ...i wielki:)...

      Usuń