piątek, 2 listopada 2012

i naszła mnie refleksja...



Lubię stare cmentarze. Pełne zacierającej się pamięci, a jednocześnie wciąż licznych kamiennych i marmurowych wspomnień. Kiedy wchodzę w ich ciszę, świat zwalnia i przestaje być aż tak istotny ze swoimi mało istotnymi pożądaniami. Bo przecież tu z każdej wyrytej daty, z każdego wyblakłego zdjęcia, z pękniętej nagrobnej płyty wyrywa się głos: memento mori. Przypomina on swoim monotonnym tonem jak istotne jest bycie tu i teraz. Nie wczoraj i nie jutro. Lecz dzisiaj. W danym  momencie.

Patrzę na groby ludzi mi nieznanych. Żyli – tak śmiesznie krótko - między dwiema liczbami. Mieli tylko dla siebie swój kawałek czasu, o którym najczęściej już nikt nie myśli (nawet oni sami w kolejnym wcieleniu). I odeszli.

Jak moi przodkowie, jak moi dziadkowie, jak krewni. Z niektórymi dane mi było dzielić czas osobiście, z innymi poprzez opowiadania. Nawet gdy już nie ma ich grobów, oni nadal płyną w mojej krwi...
A miałam napisać tylko, że nie lubię tłumów na cmentarzu… :)

(post przeniesiony z bloga Baba na wozie)

3 komentarze:

  1. Andrzej Jędr.asik26 grudnia 2013 21:58

    02 listopada 2012 20:08 (z Notabene)

    ur. - zm.
    To jest Twój oraz mój przedział.Może śmiesznie krótki a może cholernie długi.
    Memento mori,mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Paweł Antoni Bar.anowski26 grudnia 2013 21:59

    02 listopada 2012 20:29 (z Notabene)

    "Jeśliś wesół - idź na cmentarz.
    Tam się bracie opamiętasz..."
    Marian Załuski?

    OdpowiedzUsuń
  3. 03 listopada 2012 00:05 (z Notabene)

    Ja nie lubię cmentarzy w zwykłe dni. Zbyt dużo na nich cierpienia, łez....
    Nie lubie pogrzebów.

    OdpowiedzUsuń