czwartek, 10 stycznia 2013

dylemat pamiętnikarski



Jakoś nigdy nie mogłam się zebrać w sobie, żeby pisać pamiętnik. Taki z prawdziwego zdarzenia. Pisany sumiennie, codziennie lub prawie codziennie. Przymierzałam się raz i drugi, ale w końcu musiałam uznać wyższość mojej nieuporządkowanej natury, skaczącej tu i ówdzie myślami, wciąż poszukującej i ciekawej świata. Poza tym, wciąż wydawało mi się, że pamiętnik to takie utknięcie w sobie samej.

A co myślę o tym teraz, po latach? Niewiele. Właściwie to niezbyt żałuję. Bo zależy, jakie wspomnienia spisałabym. Mogłam przecież skupić się na zdarzeniach smutnych i pechowych. Przeczytawszy je, stałabym się przygnębiona „czernią” mojego życia. I po co by mi to było?

Teraz jestem bardziej świadoma, staram się szukać pozytywów. I właściwie… mogłabym zacząć pisać pamiętnik. Na szczęście nadal jestem nieuporządkowana, poszukująca i ciekawa świata. Robię więc tylko czasami notatki. Ku pamięci:)

(post pierwotnie opublikowany na blogu Baba na wozie)

2 komentarze:

  1. 2013/01/10 23:51:57(z Baby na wozie)

    Ja prowadziłam kiedyś pamiętniki. Oczywiście wylewałam do nich swoje żale na świat, ale pamiętam, że gdy czytałam to po pewnym czasie, to raczej śmieszyła mnie moja egzaltacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2013/01/12 13:33:05(z Baby na wozie)

      Czas i doświadczenie potrafią zmienić perspektywę...

      Usuń