czwartek, 7 lutego 2013

Tratwa "Meduzy" cz.2



Morze Śródziemne. To tu, zaledwie 60 km od wybrzeża Afryki, w pobliżu Mauretanii, osiadła na mieliźnie francuska fregata „Meduza”. Stało się to 5 czerwca 1816 roku. Na pokładzie było ponad 150 ludzi.



Méduse”. Jean Jérôme Baugean




Pogoda im nie sprzyjała. Wiatr, wzburzone fale, okręt zaczynał się podejrzanie rozpadać, nabierać wody. I chociaż początkowo zaplanowano wybudować tratwę (załoga nazwała ją "la Machine") jako transport dla ocalenia ładunku statku, zmieniono zdanie. 



Zamiast złota zapakowano na nią ludzi. 146 mężczyzn i jedną kobietę. Szalupy ratunkowe zajęli oczywiście „najważniejsi”, czyli kapitan, gubernator Schmaltz i wybrańcy z załogi. Na podtopionej „Meduzie” zdecydowało się zostać 17 oficerów.
 


„Raft of Méduse”. Alexandre Corréard


 
Szansa na przetrwanie wydawała się duża, pomimo tego, że pospiesznie sklecona z fragmentów statku tratwa nie była ani bezpieczna, ani stabilna. Wybrzeże jednak znajdowało się stosunkowo blisko, a dwie szalupy miały doholować ich do lądu. Miały…

Już po kilku godzinach kapitan Hugues de Chaumareys zdecydował się na odcięcie lin. Tratwa opóźniała ucieczkę, spowalniała dotarcie do lądu. Bez tego balastu łatwiej było ratować własną skórę. Zapytany później o przyczynę porzucenia współtowarzyszy niewoli kapitan szedł w zaparte i twierdził, że ludzie na tratwie oszaleli, chcieli dostać się do łodzi, co spowodowałoby jej zatopienie. Musiał zatem ratować pozostałych i… samego siebie. Dlatego też szalupy odpłynęły, rzucając ludzi na pastwę losu.

Tratwa nie miała steru ani nawigacji, nie była duża, mierzyła 7 na 20 metrów, stąd każdy jej centymetr był cenny. Rozpoczęła się walka szczurów.
Ludzie mordowali się. O każdy łyk wina (okazało się, że zamiast wody w beczkach znajdowało się wino), o skąpe zapasy, o miejsce jak najbliżej środka tratwy (tam było najbezpieczniej), potem… o ludzkie mięso. Wielu popełniło samobójstwo. Część wzburzone fale zmyły z „pokładu”. Oficerowie walczyli z pasażerami, marynarze z żołnierzami. 

Już cztery dni później na tratwie zostało tylko 67 osób.



Theodore Gericault, Tratwa "Meduzy", 1819, olej na płótnie, Luwr w Paryżu, fragment




Kolejne dni głodu rozbudzają w rozbitkach kanibali. Jako pierwszy zostaje zjedzony trup młodej kobiety. Mężczyźni wiedzą już, że nie wolno im zasnąć… 

Po tygodniu zostają tylko najsilniejsi. Pozbywają się słabszych i chorych, wyrzucając ich do morza. Zostawiają sobie tylko kilka ciał w celach konsumpcyjnych. Rozwieszają mięso, żeby dobrze się wysuszyło.
17 czerwca 1816 dryfuje ich już tylko piętnastu. To właśnie ich uratuje tego dnia załoga statku wojennego: „Argus”. Wkrótce z ocalonej piętnastki pozostaje dziesięciu…

Tragiczne i przerażające. Tym bardziej, że żaden z ocalonych nie stanął przed sądem. Ich jednak można by jakoś wytłumaczyć. W przeciwieństwie do kapitana Huguesa de Chaumareys, który z wyrachowaną bezwzględnością porzucił ich na morzu, by ratować własną skórę. Dlatego też postawiono go przed sądem. Jednak wydany na niego wyrok zakrawa o kpinę. Skazano go zaledwie na trzy lata więzienia. Gubernator Schmaltz postarał się o zatuszowanie sprawy. Nie wyszło mu to na dobre, gdyż w 1818 został zmuszony do rezygnacji. Opublikowane relacje rozbitków: lekarza okrętowego, Henriego Savigny’ego i geografa, Alexandre’a Corréarda walnie się do tego przyczyniły, skutecznie wzburzając opinię publiczną Francji.

Dzisiaj pewnie nikt nie pamiętałby już o rozbitkach z „Meduzy”, gdyby nie pewien zbulwersowany nieadekwatną karą kapitana malarz, Theodore Gericault, który w ramach protestu namalował Tratwę „Meduzy”. To dzięki niemu możemy oglądać wyobrażenie artysty tego zdarzenia, które wiele lat temu tak poruszyło opinię publiczną.

Był to bowiem naprawdę „gorący news”. Najpierw atmosferę podgrzewały wspomnienia ocalonych, czytane we Francji a następnie w Anglii, Danii, Niemczech i Włoszech, gdzie wydano ich tłumaczenia. A potem obraz Gericault. 

Jako ciekawostkę podam, że w Anglii wystawiano go w „gabinetach okropności”. Wchodziło się do nich po ciemku dla wzmożenia efektu. Jedynym oświetlonym punktem był obraz, otoczony czarnymi draperiami. Nietrudno sobie wyobrazić, jakie emocje musiał wywoływać. 

Tym bardziej, że nadal wywołuje…


P.S. Trzech z siedemnastu oficerów, którzy zostali na statku, przeżyło i zostało uratowanych po 54 dniach przez ekipę wysłaną przez kapitana „Meduzy” w celu odzyskania złota.


źródło obrazów: 

http://en.wikipedia.org/wiki/File:M%C3%A9duse-Jean-J%C3%A9r%C3%B4me_Baugean-IMG_4777-cropped.JPG,
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Raft_of_M%C3%A9duse-Alexandre_Corr%C3%A9ard-IMG_4788-cropped.JPG,
http://wypracowania24.pl/img/Picture/20/img.jpg



4 komentarze:

  1. Czasami zadaję sobie pytanie, jak sama zachowałabym się znajdując się na tratwie... No i nie potrafię sobie odpowiedzieć. Bo co do kapitana sprawa jest jasna. Piękny post Doriko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też się zastanawiałam nad tym pytaniem: co ja bym zrobiła, gdyby... I też nie znam odpowiedzi. Chociaż... jako kobieta zostałabym pewnie zjedzona... co nie jest zbyt miłą perspektywą... ewentualnie zmyłyby mnie fale, co też nie rokuje lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mieli wino na pokładzie a świrowali. Nie rozumiem tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dlatego, że mieli go za mało.

      Usuń