sobota, 16 marca 2013

hotele dla rozbitków



Robinson Crusoe. Brzmi znajomo, prawda? Kto nie słyszał bowiem o tym rozbitku i jego przyjacielu Piętaszku. Otóż ten bohater osiemnastowiecznej powieści stał się inspiracją dla biznesmenów XIX wieku. Zaczęli oni budować na wyspach Oceanii ni mniej, ni więcej tylko… „hotele dla rozbitków”. 

Były to domy, w których znajdowały się najpotrzebniejsze sprzęty, odzież, żywność, a także… papier listowy i znaczki. 

Taki stęskniony „rozbitek” mógł wrzucić list do skrzynki zawieszonej na palmie. I czekać na ten jedyny dzień w roku, gdy ją opróżniano.

Dzisiaj pewnie w takich domkach zamontowano by baterie słoneczne na dachach i podłączono laptopy do Internetu… tylko, czy aby mielibyśmy wtedy jeszcze do czynienia z „hotelami dla rozbitków”?:)

2 komentarze:

  1. I jeszcze słono zapłacić za taki pobyt w hotelu. Za samotne przebywanie gdzieś w Oceanii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chcą płacić za pobyt w klasztorze...

      Usuń