sobota, 9 marca 2013

Pismo, kobiety i anestezja



Pierwszy w historii przypadek znieczulenia ogólnego? Kiedy Bóg uśpił Adama, żeby wyjąć mu żebro. Pewnie chciał chłopina mieć ładniejsze wcięcie w talii… ale żeby nie stwierdzono, iż próżny, żebro musiało znaleźć zastosowanie. I znalazło - w postaci Ewy;):)

Ewa jak każdy wie, wykazawszy się samodzielnym myśleniem, dostała „nagrodę” w postaci bolesnych porodów. Tu już nie było mowy o anestezji, bo Adam „przespał” lekcję, zażerając się w tym czasie jabłkami, a że był jedyną;) akuszerką jak na tamten czas, Ewie nie pozostało nic innego tylko cierpieć. Do czasu aż pojawiły się inne Ewy. 

Ewy głupie nie były, kierowały się własnym rozumem a nie męską twórczością literacką, dlatego stopniowo zaczęły wynajdywać sposoby na dawanie pomocy medycznej innym Ewom. Tak powstał m.in. zawód położnej.

Akuszerki potrafiły nieść ulgę i świetnie prosperowały do czasu rozprzestrzenienia się pewnej środkowoazjatyckiej religii, której głównym mottem było „miłosierdzie”. Szczególnie względem kobiet, na które „miłosiernie” dokonywano przeniesienia win za całe zło świata. 

Wkrótce też akuszerki okazały się wysoce niepożądane. Wszak Pismo (przez wielu nazywane świętym) przekazywało jasne zasady. Kobiety miały cierpieć za grzech pramatki – ot, taka odpowiedzialność zbiorowa, jak w obozie koncentracyjnym. 

Zaś szczególnie niebezpieczne stało się wykonywanie tego zawodu w czasach szaleństwa pewnej instytucji na „i”, gdy do władzy doszli okrutni paranoicy. 

Znachorki, akuszerki, wiedźmy (czyli kobiety posiadające wiedzę) znalazły się na indeksie zawodów niepożądanych. Dlatego zostały skazane na eksterminację. Definitywną. Nikt, kto w tamtych czasach dawał kobietom ulgę w cierpieniu, nie zasługiwał na litość. Wszak pomagając, sprzeciwiał się „woli boskiej” i narażał na gniew Wszechmocnego.

I tak nadszedł XIX wiek. Nadeszła era nowoczesnych środków uśmierzających cierpienie. Ale kobiety, według „bogobojnych”( głównie mężczyzn) wciąż powinny odpokutowywać cudzą winę.

Podobnie myślano też w ewangelickiej Anglii, gdzie w owym czasie rządziła królowa Wiktoria. A że ta matką była na potęgę, więc cierpienie dawało jej w kość. Do czasu aż zorientowała się, że wcale nie musi poświęcać swojego ciała na ołtarzu sadyzmu.

A że była nie tylko królową, ale i głową Kościoła, sprawa została przeforsowana. Bzdurny nakaz został odstawiony do lamusa. A królowa? Urodziła bez bólu jeszcze siedmioro dzieci i, „o dziwo”, żaden grom w nią nie trafił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz