niedziela, 16 czerwca 2013

przekonywanie, że czarne jest białe



Właściwie nie było słychać stuknięcia. Za to bardzo wyraźnie dało się słyszeć głos. Jeden. Męski. Podniesiony.

Młody mężczyzna usilnie starał się krzykiem przekonać drugiego, że to jego wina.

Za chwilę z pobliskiej bramy wyległy kobiety. Jak sępy zleciały się nad „ofiarę”, by wesprzeć krzykacza. Miejscowy był to się czuł pewnie.

Nie pomogło. Ani osaczenie, ani krzyk. Niewinny za diabła nie chciał wziąć na siebie winy. Zadzwonił po policję, wezwał posiłki. 

Przyjechał kolega. Duży. Dał wsparcie bicepsem błyskając. Potem jeszcze dwóch przybyło. Krzyk jakoś osłabł wyraźnie.

Policja przyjechała. Z ociąganiem, ale przyjechała. Krzykacz naparł na policjanta, harpie również. Podnieśli mu ciśnienie. Czerwony stał się na twarzy jak mak pośród zielska. Przyszedł mu na pomoc drugi.

Zaczęło się przekonywanie, że czarne jest białe, a białe czarne. Trwało i trwało. 

Policja zapisała, wydobyła dokumenty z opornego, winnego stłuczki krzykacza, który dopiero po groźbach raczył owe dokumenty okazać. Argumentem , który przemówił mu do rozumu stała się kamera, która zarejestrowała zdarzenie. Mina mu zrzedła.

Fakt jednak jest taki, że to on był winien. Widać to było gołym okiem, gdyż miał stłuczony przód samochodu, w miejscu gdzie uderzył, gdy zjeżdżał z chodnika na jezdnię. Gdyby to tamten kierowca się zagapił, jak starały się chóralnie przekonać policję sępy, to samochód byłby stłuczony z tyłu lub w środku. Zresztą, wymusił chłop pierwszeństwo pakując się na jezdnię prosto w jadący tam samochód, a potem próbował zastraszyć swoją ofiarę krzykiem. Na szczęście trafił na faceta a nie kobietę, bo taki tłum harpii mógłby ją wystraszyć. Nie każda ma umięśnionych kolegów gotowych stanąć w jej obronie. 

Zastanawiające jest jednak to, kto dał mu prawo jazdy? Przecież wiadomo, że jeżeli ktoś włącza się do ruchu i spowoduje wypadek to wina leży po jego stronie. I żadne krzyki ani zastraszania tu nie pomogą.

2 komentarze:

  1. Na moją koleżankę na skrzyżowaniu wjechał facet. Ona jechała na zielonym, on na czerwonym. Rozbił jej samochód, omal jej nie zabił i jeszcze nakrzyczał, że to jej wina. Na inną znajomą wjechała betoniarka. Ona jechała prawym pasem, a betoniarka uznała, że teraz ona nim będzie jechać. Zahaczyła o samochód znajomej i pociągnęła go ładnych parę metrów nim kierowca zorientował się, że coś nie tak. A jak już się zorientował, to wyzwał znajoma od najgorszych. Mnie też facet kiedyś wyzwał, bo nie zdążyłam skręcić w lewo, żeby nie blokować pasów, podjechałam kawałek do przodu, on nie zauważył, ze ja ten manewr robię na czerwonym i pojechał za mną skutecznie zastawiając pieszym przejście. Czyja była wina? Moja! Mogę mnożyć podobne historie. Część ludzi uważa, że nigdy nie popełnia błędów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilenko, za takie krzyki powinny być dodatkowe punkty karne. Może to by świrów uspokoiło, skoro sami nie potrafią nad sobą zapanować.

      Usuń