środa, 12 czerwca 2013

zakaz wstępu z lodami



Pamiętacie takie tabliczki z przekreślonymi lodami czy jedzeniem, które dawniej umocowywano na drzwiach sklepów, a które później tajemniczo zniknęły, podobnie jak gumy Donald czy ciepłe lody? Czasami mam wrażenie, że powinny wrócić. Nóż mi się bowiem w kieszeni otwiera, gdy widzę jakiegoś osobnika lub osobniczkę, często z latoroślą, pakujących się do księgarni lub saloniku prasowego. Je toto (chociaż aż chciałoby powiedzieć się: zażera) loda, zapiekankę albo gofra z bitą śmietaną i pcha się między półki. Ale żeby tylko się pchało. Do łapy bierze, nachyla się z tym tłustym lub kapiącym żarciem. Maca. A potem udaje, że te tłuste odbite paluchy na kartkach nie należą do niego. A gdy mu zwrócić uwagę, patrzy cielęcym wzrokiem i udaje, że jest niewinne.

Aż chciałoby się  wstrząsnąć takim typem i wrzasnąć: człowieku, wejdź dopiero jak zjesz i umyj ręce po jedzeniu! 

Nie wiem, jakim cudem takie relikty poprzedniej epoki w odmłodzonym wydaniu trafiają do przybytków kultury. Może przez pomyłkę? A to że biorą książkę do ręki to efekt zdziwienia człowieka pierwotnego rzeczą, której nigdy wcześniej nie mieli okazji poznać?

P.S. Na szczęście nie jest to aż tak częsty widok, co dobrze świadczy o ludziach odwiedzających księgarnie i saloniki prasowe:)

2 komentarze:

  1. Ja widziałem takie tabliczki!!! Chyba w sklepach odzieżowych. Na księgarniach nikt nie wiesza, bo pewnie nikt nie spodziewa się wizyty mało inteligentnych ludzi w miejscu, gdzie trzeba mieć na tyle rozumu, by umieć chociaż tytuł książki przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chyba powinni tam też zawieszać, bo niektórzy jednak się tam zapędzają z jedzeniem...

      Usuń