środa, 3 lipca 2013

nad morzem...



Jak na babę ciekawą świata przystało, gdy mam tylko okazję poruszyć swój kościec poza miejsce zamieszkania, korzystam. Dlatego ostatnio wywiało mnie w północne regiony Polski. Nie na długo, ale wystarczająco, żeby pomoczyć stopy w morskich falach, stwierdzić, że płacenie za wstęp na molo w Sopocie to lekka przesada,  i o mało nie zadrapać się od „opalenizny”. Szumna to wprawdzie nazwa w przypadku mojej jasnej karnacji, ale jakże wakacyjnie brzmiąca, prawda?

Woda nie była wtedy jeszcze zbyt ciepła, dopiero zaczynała się ogrzewać, ale dałam się I. namówić  na zdjęcie sandał i nie żałuję. Miałam dziką frajdę, bawiąc się z wodą w berka;):)

Nie omieszkałam też zostawić swój odcisk, jak rzucony do fontanny grosik, żeby tam wrócić.




6 komentarzy:

  1. sprawdzę, czy zostawiłaś jutro rano :)nasumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znalazłem podeszwę... Twoja? :) nasumi

      Usuń
    2. Chyba nie... aż takiego sztormu nie było;):)

      Usuń
  2. Kawał drogi, podziwiam, bo ja za nic w świecie bym nie pojechał. Znaczy, mogę pokonać nawet trzykrotnie dłuższą trasę, jednak nigdy nie nad Polskie morze.
    Wydaje mi się, że odbicie sandała nie wystarczy, to chyba trzeba odbić gołą stopę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Żyrardowa znacznie bliżej. To tylko pół Polski;):)Gołą stopę też odbiłam, nawet nie jedną...

      Usuń