czwartek, 30 stycznia 2014

"utknięci" w śniegu



I. wyruszyła wczoraj jak zwykle do pracy. Zima nie zima, śnieg nie śnieg, pracować trzeba. Jechała sobie swoją zwykłą trasą pośród białych pól i trzymała się migającego koguta przed sobą. Kogut obiecywał bezpieczne dotarcie do celu i odśnieżoną trasę. Łypał tym swoim pomarańczowym oczkiem zalotnie, wabiąc naiwnych jak syreny załogę Odyseusza. Hipnoza podziałała;) Niestety. Kogut i przyczepiony doń pług śnieżny, utknęły. A za nim wężyk samochodów. Śnieg zawiewany z pól, okazał się przeszkodą nie do przebycia. 

Tak więc I. i pozostali utknęli w szczerym polu, prawie na krawędzi rowu. I gdyby nie pewien znajomy jednego z tych „utkniętych” tkwiliby tam o wiele, wiele dłużej, czekając na ratunek. Bo ci, którzy mogli im jakoś pomóc, uciekali gdzie pieprz rośnie.

Na szczęście znalazł się ów „rycerz na białym koniu”, który pozwolił zerwać się o świcie z łóżka i przybył na pomoc. Dzięki temu I. i inni wydostali się z pułapki i mogli wrócić do domu, żeby się odtajać po tej półtoragodzinnej atrakcji na świeżym powietrzu. I. jest mu bardzo wdzięczna:)

4 komentarze:

  1. Ale co zrobił, jak ludzi uratował?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na hol i powoli wyciągał. Tak zawiewało tym śniegiem, że ludzie nie nadążali odśnieżać.

      Usuń
  2. A ja nabawiłem się odcisków od odśnieżania.

    OdpowiedzUsuń