poniedziałek, 1 września 2014

odważny jak gołąb;)

Jakiś ptasi okrzyk powitał mnie na parkingu. Co u licha? Pawie? Niemożliwe. Ale przecież tak znajomo zabrzmiało. Skoro nie paw, to…

Myśl popłynęła w stronę gardła i, przybrawszy względnie wyjściowy wygląd, wychynęła na świat. I oczywiście znalazła odpowiedź.

Wykluczony paw odszedł obrażony, a jego miejsce zajęły… sokół… orzeł… a może jednak równie łowna kania?

Drżyjcie gołębie – huczał głos… oczywiście w ptasim języku, dobywający się z… głośnika (wtedy nastąpiło pstryknięcie w mojej pamięci;):))

A one? Nadal siedziały sobie na swoich miejscach pod dachem, wciąż nawożąc tereny położone niżej i zupełnie nic sobie nie robiąc z głośnego wrzasku. A jak wspomniała I., jeden znalazł sobie kiedyś dogodną pozycję… Gdzie? Oczywiście na głośniku. :) 

Jakoś mnie to nie zdziwiło. Jeszcze nie spotkałam gołębia, który by zrezygnował z przyjemności opróżniania jelit na rzecz ucieczki przed dźwiękiem bez obrazu. Wszak ptaki to wzrokowcy, nieprawdaż? ;)

2 komentarze:

  1. i tak wzrokowiec nawiózł jałową glebę w potrzebie :) nasumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gleba asfaltem pociągnięta, więc właściwie mógł sobie nawóz przenieść gdzieś indziej:)

      Usuń